Wyobrażenie o adresie jednorazowym jest takie: zakładasz, dostajesz jedną wiadomość z kodem, zapominasz. Sprawdziliśmy, jak to wygląda naprawdę, na 1930 wiadomościach zebranych w naszym archiwum.
Wyobrażenie jest w większości trafne — ale ogon rozkładu wygląda inaczej, niż można się spodziewać.
Większość adresów dostaje dokładnie jedną wiadomość
Pocztę otrzymało 89 adresów. Rozkład:
- 54 adresy — dokładnie jedna wiadomość,
- 16 adresów — od dwóch do pięciu,
- 10 adresów — od sześciu do dwudziestu,
- 5 adresów — od dwudziestu jeden do stu,
- 4 adresy — ponad sto wiadomości.
Sześćdziesiąt procent adresów spełniło swoje zadanie i zamilkło. Ale te cztery ostatnie zebrały razem większość całego ruchu. Nieliczne adresy zamieniają się w wysypiska.
Skąd się biorą te setki
Nie z jednej rejestracji. Najczęstsi nadawcy w archiwum to serwisy z listami dyskusyjnymi i powiadomieniami — jeden z nich odpowiada za 348 wiadomości, kolejny za 319, a dwie domeny tego samego serwisu programistycznego za blisko 600 razem.
Wzór jest zawsze ten sam: ktoś zapisał się na listę, lista wysyła codziennie, nikt się nie wypisał. Adres jednorazowy nie ma sposobu, żeby powiedzieć „przestań" — a nadawca nie ma powodu przestać, bo wiadomości są przyjmowane bez odbicia.
Adres nie milknie po tygodniu
To najbardziej praktyczny wniosek. Wśród adresów, które dostały więcej niż jedną wiadomość, szesnaście otrzymywało je przez ponad trzydzieści dni od pierwszej. Tylko cztery dostały całą swoją pocztę w jednej chwili.
Adres, którego użyłeś raz w marcu, w czerwcu wciąż przyjmuje newsletter. Jeśli był krótki i łatwy do zgadnięcia, ktoś inny może go właśnie wpisać i zobaczyć, co przychodzi.
Załączników prawie nie ma
Rzecz, która nas zaskoczyła: w 1930 wiadomościach znaleźliśmy tylko 42 załączniki, przy zaledwie pięciu wiadomościach. I wszystkie były obrazkami — gif, jpg, png.
To nie są załączniki w potocznym rozumieniu. To grafiki osadzone w treści: logotypy, elementy szablonu, a przy tak małych plikach zapewne również piksele śledzące. Prawdziwych dokumentów — faktur, umów, plików pdf — nie było ani jednego.
Ma to sens: na adres jednorazowy nikt nie wysyła niczego ważnego, bo nikt nie wysyła tam niczego świadomie poza automatem.
Czego z tych danych nie da się wyczytać
Chcieliśmy policzyć, ile czasu upływa od wysłania wiadomości do jej pojawienia się w skrzynce. Nie da się: zapisany u nas znacznik czasu nie jest momentem doręczenia, tylko momentem zapisania, a te w archiwum układają się w wiązki po kilkadziesiąt na tę samą sekundę. Liczba, która by z tego wyszła, mówiłaby o naszym mechanizmie pobierania poczty, a nie o czasie dostarczenia.
Lepiej napisać, że czegoś nie wiemy, niż podać liczbę, która wygląda przekonująco i nic nie znaczy.